Z ostatniej chwili:

CENTRUM MECZOWE 15 cze, 2013 16:00

Giants
Wrocław
56
28 I 0
21 II 0
7 III 0
0 IV 0
- OT -
0
Steelers
Będzin
rozwiń ͮ
 

Dogrywanie sezonu

Opublikowano dnia: 18 cze 2013 | Komentarze: 0

Ostatnie mecze sezonu zasadniczego zawsze przypominają nam, że przy rozwoju polskiego futbolu jest jeszcze sporo do zrobienia. Rok temu ostatni w lidze Tigers oddali swój mecz walkowerem, w tym roku przedostatni Steelers zagrali maksymalnie okrojonym składem, ale zagrali. I chwała im za to.

Hutnicy to jeden z najciekawszych zespołów tego sezonu. Beniaminek, który od momentów chwały  (wygranych przy blisko 2 tysiącach kibiców derbach), poprzez skandal (przedwcześnie zakończony mecz w Poznaniu), powrót do czasów pogromów punktowych (wysokie porażki z Devils i Giants), wrócił do szarej codzienności (znów uznając wyższość Rebels). I pewnie na tym ostatnim chętnie zakończyłby rozgrywki ligowe, ale w planie był jeszcze wyjazd do Wrocławia.

Lawina na pikniku
Giants podchodzili do tego meczu w innych nastrojach, przede wszystkim nie planując jeszcze wakacji. Tydzień wcześniej przegrali zresztą z Devils więc pewnie chętnie wyszli znów na boisko. Nie sądzę, żeby to była próba poprawienia sobie humoru po derbach, ale w sobotę grali tak ostro jakby od tego meczu miał zależeć ich awans. Punkty już w pierwszej akcji powrotnej meczu mógł zapisać Deante Battle, ale ostatecznie udało się go zatrzymać na 13 jardów przed polem punktowym. Taki dystans, to dla Jamala Schultersa jeden bieg i kolejne przyłożenie do kolekcji. Travis Taylor, rozgrywający zespołu z Będzina chciał równie szybko nadrobić tę stratę, ale pomysł z długim podaniem nie był najlepszy, bo piłkę bez kłopotów przejął Krzysztof Tomczak. Schulters musiał tym razem biec po przyłożenie z własnej połowy – rozłożył dystans na trzy próby i Giganci prowadzili 14:0.

Goście nie ułatwiali sobie i tak trudnego zadania, na początku następnej serii gubiąc piłkę na własnym 20 jardzie. Schulters i dbający o jego bloki koledzy znów nie mieli litości. Przy tak piknikowej pogodzie widzom nie przeszkadzała chyba nawet jednostronność widowiska. Ta lawina przyłożeń mogła zresztą wydawać się emocjonująca, szczególnie, gdy do punktowania dołączyła się jeszcze defensywa (dokładniej Marcin Kasprzyk po tym, jak Taylor pozwolił wyrwać sobie z rąk piłkę), a moment później też prawie formacje specjalne (po złym snapie przy puncie Steelers stracili piłkę na własnym 3 jardzie). Akcja tych ostatnich sprawiła, że w pierwszej akcji drugiej kwarty Battle - w nieczęstej dla siebie roli biegacza – podwyższył wynik na 35:0, a niewiele więcej niż 2 minuty później, popisał się umiejętnościami punt returnera, dodając kolejne 7 oczek dla gospodarzy.

Mecz bez sędziów
Steelers dopiero po tym ostatnim przyłożeniu się otrząsnęli. Tzn. po fladze za offside zdobyli jedną, swoją jedyną w pierwszej połowie pierwszą próbę. Radość nie trwała co prawda długo, bo chwilę później sack Khiry'ego Battle'a i Pawła Sekuły zmusił ich do ponownego oddania piłki w ręce Gigantów. To oznaczało parę akcji później (po godnym podziwu slalomie wzdłuż boiska) przyłożenie Bartosza Dziedzica i różnicę już 49 punktów, ale gospodarzom nie można było odmówić ambicji. We Wrocławiu pojawili się bez nawet dwóch pełnych jedenastek więc zmieniali się, gdy tylko komuś udało się odpocząć. Wskakiwali też na te pozycje, na których akurat byli potrzebni i tak Jacek Sikora (nominalny liniowy) mógł kilka razy spróbować swoich sił jako running back, a Travis Taylor w prawie całym meczu jako cornerback (i to całkiem nieźle tacklujący).

Na samym początku drugiej części wydawało się, że mimo ich starań, Giants znów zaczną szybko zwiększać swoje prowadzenie. Po puncie (poprzedzonym kolejnym sackiem Sekuły, tym razem w duecie z Robertem Rosołkiem) Tomasz Dziedzic wrócił z piłką aż na 2. jard gości, ale akcja została cofnięta za przytrzymywanie gracza uprawnionego do złapania piłki. Rezultatem tej niezrozumiałej dla 96% obecnych na meczu flagi była ponadto pierwsza próba dla Steelers i to był, szczerze mówiąc, jedyny moment w całym meczu, kiedy sędziowie musieli wkroczyć na pierwszy plan. Poza tym, mimo ich groźnie brzmiących zapowiedzi przez zdecydowaną większość spotkania praktycznie można było zapomnieć, że znajdują się na murawie lub w choćby jej najbliższym sąsiedztwie. A to, jak zwykł mawiać legendarny Pierluigi Collina, największy komplement dla arbitra.

Run Wojtek, run!
Ostatnie dwie kwarty zleciały widzom bardzo szybko. Po drodze udało im się co prawda załapać jeszcze na kilka ciekawych akcji, jak np. punt... w trzeciej próbie, którym Steelers postanowili wyjść z opresji pod własnym polem punktowym. Po tym posiadaniu stracili też swój ostatni touchdown dnia, po kolejnej w tym sezonie akcji Bartosz do Tomasza Dziedzica (który utrzymał złapaną piłkę przyciśniętą do.. swojego kasku). Ciekawe była też sytuacja, w której Hutnicy zdecydowali się grać o dwa jardy w czwartej próbie na własnym dziesiątym jardzie. Realistycznie patrząc, niewiele im to dawało, ale to było takie małe zwycięstwo, którego potrzebowali. Część z nich uniosła nawet ręce w górę, jak gdyby właśnie zdobyli przyłożenie.

W końcówce Giants pozmieniali sporo w swoim składzie (Steelers na taki luksus nie mogli sobie pozwolić). Na pozycji rozgrywającego pojawił się np. weteran Rafał Łysiak, ale ulubieńcem publiczności wśród rezerwowych okazał się Wojciech Kosendiak. Running back, który w obu swoich dobrych akcjach zdobył ponad 10 jardów. Przy linii bocznej motywował go jak zwykle głośny Mott Gaymon, krzycząc (trochę jak w popularnym „Forrest Gumpie”): „run Wojtek, run!”. Mecz, podobnie jak wspomniany w nawiasie film, zakończył się w pozytywnej atmosferze, mimo że dla Hutników nie był to zapewne najprzyjemniejszy moment sezonu. Teraz mają 12 miesięcy na zastanowienie się nad wieloma rzeczami. Jeśli przejrzą spokojnie te 10 spotkań i swoją dewolucję w trakcie rozgrywek stwierdzą pewnie, że za rok woleliby być zespołem, który dłużej utrzyma właściwy poziom. Oby tak się stało.


Pokonać przeciwności
Z Mottem Gaymonem, trenerem Giants Wrocław, rozmawia Adrian Fulneczek.

Co trener mówi swojej drużynie przed meczem ze słabszym i do tego tak osłabionym rywalem?

Myślę, że to nieważne z kim grasz, zawsze powinieneś próbować zagrać swój najlepszy futbol. Nigdy przecież nie wiesz, kiedy szansa uprawiania tego sportu może zostać ci odebrana.

To była chyba najdłuższa odprawa pomeczowa jaką mieliście w tym sezonie – ustalaliście coś szczególnego?
Cóż... to są rzeczy, które wiedzą tylko zawodnicy. Nic o nich nie powiem.

Ok, wracając do meczu, szansę gry dostali dzisiaj też gracze rezerwowi, byłeś zadowolony z tego, jak się zaprezentowali?

Byłem zadowolony z występu wszystkich graczy. Szczególnie, że rozegraliśmy dzisiejszy mecz po bardzo bolesnej porażce z Devils. Zawsze mówię, że przeciwności losu są normalne w tym sporcie, trzeba umieć je pokonywać. Nieważne jest jak się czujesz, kiedy wszystko się układa. Ważniejsze, jak reagujesz, gdy coś zaczyna się psuć. Myślę, że nasza odpowiedź była bardzo dobra. Nie było wielu flag i wszyscy byli odpowiednio skupieni.

Przed Wami jeszcze mecz z Kozłami...
Tak i na pewno dobrze wykorzystamy szansę zagrania z nimi. Musimy być jednak w dobrej dyspozycji, bo oni na pewno nie przyjadą tutaj tylko po to, żeby oddać nam mecz.

Dojdzie też do ciekawego spotkania: Kozły prowadzi przecież Jacek Wallusch, który był też Twoim trenerem w Giants. Cieszysz się na takie wyzwanie?
Trener Walluscha, to świetny ekspert. Jest trochę moim nauczycielem, a ja jego uczniem więc szczerze mówiąc nieszczególnie cieszy mnie ten pojedynek. Bardzo dobrze pracowało nam się razem we Wrocławiu i o wiele bardziej wolałbym mieć go tutaj ze sobą niż po przeciwnej stronie boiska.

Po tym spotkaniu playoffy, możliwe, że w całości „na wyjeździe”.
Czeka nas mocna i długa droga, ale wiem na pewno, że będziemy na nią przygotowani mentalnie i psychicznie.


Niektórzy nie wytrzymali
Z Mateuszem Kamińskim, safety Zagłębie Steelers, rozmawia Adrian Fulneczek.

Byłeś dzisiaj jednym ze szczęśliwców, którzy mogli zagrać na swojej pozycji?
Grałem na swojej... i na każdej innej, na której byłem potrzebny. W formacjach specjalnych i w ofensywie jako skrzydłowy.

Przypuszczam, że to nie ułatwia zawodnikowi dobrego zaprezentowania się...
Nie da się wtedy grać na 100% nigdzie, bo gra się wszędzie. Nie ma się siły, żeby zagrać cały mecz na dobrym poziomie.

Ta niska frekwencja to wina poprzedniego meczu? Kontuzji?
Poprzedniego meczu przede wszystkim, bo mamy sporo kontuzji, ale też wielu ludzi po takim sezonie, gdzie gra się tydzień w tydzień, już nie ma siły. Trenujemy, gramy, chodzimy na siłownię, organizm nie daje rady. Trudno się zregenerować.

To koniec Waszego sezonu – podsumowujesz go już jakoś w myślach?
Dobrze, że go dokończyliśmy, z dumą. Mamy dwie wygrane czyli można go zaliczyć do dobrych, chociaż wiadomo, że mogło być lepiej.

Szczególnie tydzień temu?
Porażka w derbach, to – wydaje mi się - nie do końca nasza wina. Mam trochę pretensji do sędziów, ale oczywiście Rebels okazali się lepsi, potrafili wykończyć mecz, a my nie. Derby w tym sezonie zaliczamy więc na remis 1:1, jest ok.

Rozumiem, że nie ruszacie się nigdzie i za rok znów zagracie w Toplidze?
Oczywiście, będziemy trenować jeszcze ciężej i spróbujemy zagrać jeszcze lepiej w przyszłym sezonie.


Giants Wrocław - Zagłębie Steelers Interpromex 56:0 (28:0, 21:0, 7:0, 0:0)

I kwarta
7:0 przyłożenie Jamala Schultersa po 13-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
14:0 przyłożenie Jamala Schultersa po 22-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
21:0 przyłożenie Jamala Schultersa po 19-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
28:0 przyłożenie Marcina Kasprzyka po 30-jardowej akcji powrotnej po fumblu Steelers (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)

II kwarta
35:0 przyłożenie Deante Battle po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
42:0 przyłożenie Deante Battle po 45-jardowej akcji powrotnej po odkopnięciu (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
49:0 przyłożenie Bartosza Dziedzica po 18-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)

III kwarta
56:0 przyłożenie Tomasza Dziedzica po 22-jardowej akcji po podaniu Bartosza Dziedzica (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)


Mecz obejrzało 250 widzów.

MVP meczu: Deante Battle (safety, Giants Wrocław)

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
80% do 20% (41 głosów)

TABELA

Grupa Północna

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 8/2 224 16
2. Eagles 10 7/3 235 14
3. Kozły 10 4/6 -32 8
4. Spartans 10 0/10 -513 0

Grupa Południowa

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Devils 10 9/1 267 18
2. Giants 10 8/2 360 16
3. Rebels 10 2/8 -251 4
4. Steelers 10 2/8 -290 4

Sonda

Która drużyna zajmie ostatnie miejsce premiowane awansem do play-offs?