Z ostatniej chwili:

CENTRUM MECZOWE 9 cze, 2013 16:00

Rebels
Katowice
22
0 I 0
9 II 6
0 III 3
6 IV 6
7 OT 0
15
Steelers
Będzin
rozwiń ͮ
 

Fortuna jajkiem się toczy

Opublikowano dnia: 14 cze 2013 | Komentarze: 0

Znana filmowa mądrość futbolowa naucza nas, że życie to gra milimetrów. Uczy też, że w równej walce zawsze wygrywa ten, kto jest gotowy zostawić na boisku życie. Co jednak decyduje o zwycięstwie, gdy obie strony zdają się być na to gotowe? Toczące się... jajkiem szczęście.

Pierwsze w tym sezonie Derby Województwa Śląskiego dostarczyły wielkich emocji z dramatycznymi ostatnimi akcjami na czele. Rewanż na terenie Rebels czekało więc nie lada wyzwanie, żeby dostarczyć widzom podobnych wrażeń. Czwarty w historii mecz Rebeliantów i Hutników nie tylko wyrównał poziom tamtego meczu, ale może nawet wyprzedził go w klasyfikacji najlepszych.

Tańce Taylora
Zaczęło się co prawda spokojniej niż poprzednim razem (tam już w pierwszej akcji zdarzył się fumble na własnym 20 jardzie), ale rozkręcało się z kolejnymi posiadaniami. W pierwszych seriach ofensywnych oba kluby oddawały piłki po nieudanej grze w czwartych próbach. Niemoc punktową przełamali dopiero Rebels, których pod pole punktowe gości zaprowadził – mój kandydat na MVP meczu – Sebastian Pytel. Przyłożenie zapisał na swoje konto jednak zawodnik wybrany ostatecznie MVP, Paweł Szepiszczak, który po świetnie przygotowanej akcji end-around całkowicie zmylił obrońców.

Steelers odpowiedzieli od razu. Zaczynali swój atak już z połowy boiska, stawiając wstępnie na biegi Travisa Taylora, ale nie rezygnując też z częstych w tym sezonie podań od Łukasza Kadłubca. Jeden i drugi typ akcji wystarczał jednak tylko do przesunięcia się do 25 jarda gospodarzy. Tam Hutnicy zatrzymali się na czwartej próbie i kilku jardach do przejścia. Sprawy w swoje ręce ponownie wziął jednak Taylor i mimo że Rebels mieli, delikatnie mówiąc, kilka szans, żeby go zatrzymać, to rozgrywającemu udało się ominąć wszystkie zagrożenia i zdobyć przyłożenie. Pokazał w tej akcji pełnię tego, przez co po pierwszym meczu sezonu (nieco pospiesznie) wróżyłem mu bardzo udany rok w Toplidze...

Co ważne, podwyższenia po jednym i drugim touchdownie zostały zablokowane. Jeszcze przed końcem kwarty wynik 6:6 zmieniło jednak kopnięcie Zbigniewa Szrejbera (w zasięg którego Rebels doprowadził ponownie długim biegiem Pytel). Steelers starali się o wyrównanie właściwie przez całą drugą kwartę. Taylor, z pomocą swojej linii ofensywnej, poradził sobie co prawda z jedną czwartą próbą na połowie boiska, ale w kolejnej, na przedpolu Rebels, tak dobrze już nie było. Jego podanie przejął bez większych kłopotów Robert Płonka i to gospodarze schodzili do szatni prowadząc 9:6.

Niespokojnie
Co nie udało się, mimo usilnych prób przed przerwą, przyszło gościom z duża większą łatwością tuż po niej. Kilka biegów wystarczyło, żeby dostać się na 20 jard Rebels (po wstępnej, zmienionej po time-oucie, decyzji, żeby grać w czwartej próbie), a spokojne kopnięcie Sebastiana Pyśka, żeby wynik zmienił się na 9:9. Spokój był jednak ostatnią rzeczą, którą kibice oglądali w kolejnych akcjach. Wykop wznawiający grę wykonywali Steelers, akcję powrotną wykonywał Artur Loncierz, ale podcięty przez gracza gości, po krótkim, ale wysokim i efektownym locie, wypuścił z rąk piłkę! Z ziemi futbolówkę szybko podniósł Mateusz Kamiński i popędził w pole punktowe gospodarzy. Wydawało się, że to już pewne przyłożenie, ale ambitnie za akcją wrócił (jako jedyny) Zbigniew Szrejber. Skrzydłowy dogonił przeciwnika i zmusił go do nadepnięcia na linię boczną tuż przed polem punktowym (w które jeden i drugi po chwili wpadli).

Goście po krótkich chwili pogodzili się z tym, że nie zdobyli punktów i że dzielą ich od nich około trzy jardy. Na murawę weszła ofensywa, ale mimo trzech akcji biegowej i jednej próby rzutu, obrona Rebels nie pozwoliła się złamać. Kibice dopiero teraz mogli zrozumieć ile znaczyła gra do końca Szrejbera, a cali Rebels mogli czuć, że chociaż trochę odegrali się Hutnikom za ostatnie cztery akcje pierwszego meczu derbowego. Na murawę wróciła ofensywa zespołu Michała Kołka i szybko zaczęła przesuwać się do przodu: odpowiedzialną za to dwójką znów byli Pytel i Szepiszczak (znowu obiegający całą formację ataku). Trwała już ostatnia kwarta, gdy tym razem to obrona gości stawiała tryumfalny opór przed swoim polem punktowym. Trzy nieudane próby podań oznaczały kolejną próbę kopnięcia z pola. Jedną z najdziwniejszych jakie zdarzyła się na boiskach PLFA.

Field-goal okazał się bardzo nieudany. Kopnięcie było niskie i łatwo zablokowane. Futbolówka toczyła się po nim powoli do tyłu, co równie spokojnie obserwowali gracze Steelers, chcąc pozwolić jej wpaść w pole punktowe. Nieco pospieszniej biegli za nią w tym samym zawodnicy Rebels, a wśród nich Maciej Kliczak, który ostatecznie pierwszy podniósł piłkę z ziemi. Po chwili konsternacji i wspólnej konsultacji wszystkich arbitrów... okazało się, że rezultatem akcji jest przyłożenie dla Rebels! Podwyższenie znów zostało zablokowane, ale wynik 15:9 z niewielką ilością czasu do końca meczu i tak wystarczył, żeby część trybun zajmowana przez fanów gospodarzy oszalała z radości.

Odetchnęli z ulgą
Steelers musieli się spieszyć, ale na domiar złego zaczynali spod własnego pola punktowego. Sytuacji nie poprawił też sack na Taylorze w drugiej próbie, który rozgrywający nadrobił jednak długim, blisko 40 jardowym podaniem do swojego skrzydłowego. Goście, teraz głównie dzięki akcjom biegowym (samego quarterbacka lub running backów) doszli aż na 15 jard Rebels, ale tam przez falstart i akcje zatrzymywane przed linią wznowienia akcji byli w końcu zmuszeni zdobyć 18 jardów w czwartej próbie. Nie byli nawet blisko tego celu i piłka wróciła do Rebeliantów, którzy musieli teraz tylko kontrolować zegar. Najlepszy sposób na to? Skuteczne ataki „dołem” i pilnowanie, żeby nie zgubić piłki.

Cóż, to drugie zawiodło już jedną akcję później, gdy dotychczas bezbłędny Pytel pozwolił wyrwać sobie piłkę akurat, gdy chciał przełożyć ją do dalszej od rywali, „bezpieczniejszej” ręki. Zgubę podniósł z ziemi Marcel Kramarczyk, który szybko skierował się do pola punktowego gospodarzy. On też myślał, że zdobył przyłożenie, ale sędziowie ponownie uznali, że nadepnął linię boczną parę jardów przed endzone. Tym razem ofensywa gości jednak nie zawiodła: na 30 sekund przed końcem, już w drugiej akcji po tym przejęciu, indywidualnym biegiem wynik meczu wyrównał Taylor. Było 15:15, ale Hutnicy mieli jeszcze przed sobą podwyższenie, którego mogło dać im wygraną. Na szczęście Rebels snap okazał się jednak zbyt wysoki, a ratujący sytuację holder szybko powalony.

Miejscowi odetchnęli z ulgą, ale już dwie akcje później center ich drużyny znów dał im powody do niepokoju: nieporozumienie z Michałem Kołkiem oznaczało, że Rebelianci znów zgubili piłkę i ostatnia akcja meczu będzie należała do Stalowych w okolicach połowy boiska. Goście nie zdołali jednak nic w niej ugrać, a remis mógł oznaczać tylko jedno: ciąg dalszy emocji w dogrywce.

Wracają koszmary
Dogrywki są u nas ciekawie skonstruowane: to tak naprawdę sprawdzian skuteczności ofensywy w czerwonej strefie, bo posiadanie każdej drużyny zaczyna się już na 25 jardzie rywali. Pierwsi w natarciu byli Rebels, dla których sytuację znacznie ułatwił Michał Janusz swoim 20-jardowym biegiem. Punkty jednak nie przyszły dla gospodarzy łatwo, bo pierwsze dwa biegi zostały zatrzymane (Szepiszczak mógł mieć kolejne przyłożenie, ale tym razem on nadepnął na linię boczną), a w trzeciej próbie znów zdarzyło się nieporozumienie przy snapie piłki. Została próba czwarta i gracze Srebrnej Gwiazdy musieli pewnie wyciszać w głowach wspomnienia pierwszego meczu derbowego, w którym pozwolili się w niemal identycznej sytuacji zatrzymać. Tym razem upragniony jard dodał jednak rozgrywający i trener w jednej osobie, Michał Kołek. Rebels prowadzili i, co było nowością, udało im się też podwyższyć za jeden punkt.

Futbolówka przechodziła teraz w posiadanie Steelers, którzy musieli zdobyć 7 punktów, żeby mecz mógł trwać dalej. Gościom zabrakło jednak jednej dobrej akcji, która ułatwiłaby ich dalsze starania. Taylorowi nie pomógł też jego skrzydłowy, który w drugiej próbie upuścił dobre i celne podanie. Hutnikom została gra w czwartej próbie, w której zagranie Taylora tym razem znalazło swojego adresata (i zakończyło się prawie przyłożeniem), ale... akcję cofnęły znoszące się flagi. To oznaczało powtórkę próby, w której Steelers nie mieli już tyle szczęścia: zbyt niskie i niezłapane podanie oznaczało, że gracze i trenerzy Rebels mogli bezkarnie wbiec na boisko i zacząć świętować trzecie derbowe zwycięstwo. W tym sezonie jest co prawda 1:1, ale Rebelianci wygrali ten mecz trzema punktami więcej niż Steelers pokonali ich w Sosnowcu więc najprawdopodobniej, to oni zajmą trzecie miejsce w Grupie Południowej, a Hutnicy znów zakończą sezon za rywalem zza miedzy.


Po meczu powiedzieli:

Travis Taylor
(rozgrywający Steelers): Mam sobie po tym meczu trochę do zarzucenia. Wydaje mi się, że w dogrywce trochę nie myślałem nad tym jakie decyzje podejmuję. Czułem, że Rebels próbują mnie zatrzymać jako najlepszego gracza w składzie Steelers. Robiłem co mogłem, próbując pomóc drużynie, ale to ponownie sprowadza się do tego, że za mało trenujemy. Co więc z tego, że się staram skoro moi koledzy z drużyny nie łapią podań. Powinienem to może brać pod uwagę i wybierać inne rozwiązania, jestem o to trochę na siebie zły.

Jacek Sikora (liniowy Steelers): Przegraliśmy po bardzo wyrównanym meczu. To oni lepiej wytrzymali przede wszystkim presję gry w dogrywce. Popełnili też mniej błędów w końcówce. Porażka, nawet jeśli przez nią zakończymy sezon na ostatnim miejscu w grupie nie będzie oznaczała, że to był nieudany sezon. Podnieśliśmy poziom, nie przegrywamy już wysoko nawet z najlepszymi zespołami.


AZS Silesia Rebels - Zagłębie Steelers Interpromex 22:15 (0:0, 9:6, 0:3, 6:6, 7:0)

II kwarta
6:0 przyłożenie Pawła Szepiszczaka po 16-jardowej akcji biegowej
6:6 przyłożenie Travisa Taylora po 24-jardowej akcji biegowej
9:6 43-jardowe kopnięcie z pola Zbigniewa Szrejbera

III kwarta
9:9 36-jardowe kopnięcie z pola Sebastiana Pyśka

IV kwarta
15:9 przyłożenie Macieja Klimczaka po odzyskaniu piłki w polu punktowym Steelers po nieudanej próbie kopnięcia z pola Rebels
15:15 przyłożenie Travisa Taylora po 5-jardowej akcji biegowej

dogrywka
22:15 przyłożenie Michała Kołka po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Zbigniew Szrejber)

Mecz obejrzało 600 widzów.

MVP meczu: Paweł Szepiszczak (tight end AZS Silesia Rebels)

 

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
55% do 45% (93 głosów)

TABELA

Grupa Północna

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 8/2 224 16
2. Eagles 10 7/3 235 14
3. Kozły 10 4/6 -32 8
4. Spartans 10 0/10 -513 0

Grupa Południowa

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Devils 10 9/1 267 18
2. Giants 10 8/2 360 16
3. Rebels 10 2/8 -251 4
4. Steelers 10 2/8 -290 4

Sonda

Która drużyna zajmie ostatnie miejsce premiowane awansem do play-offs?