Z ostatniej chwili:

CENTRUM MECZOWE 18 maj, 2013 16:00

Steelers
Będzin
7
0 I 13
0 II 22
7 III 0
0 IV 7
- OT -
42
Seahawks
Gdynia
rozwiń ͮ
 

Kolejny dzień w biurze

Opublikowano dnia: 23 maj 2013 | Komentarze: 0

Mecz z Hutnikami w Będzinie był dla Seahawks przeglądem ich najlepiej wychodzących zagrań, szybkim wykonaniem zadania i nieco rutynowym odznaczeniem pojedynku z kolejnym słabszym przeciwnikiem. Ot, jakby powiedzieli Anglicy, po prostu kolejny dzień w biurze.

Mimo samego, dosyć codziennego przebiegu spotkania, to okoliczności jego rozegrania już takie nie były. Ba! W pewnym momencie nie byliśmy nawet pewni, czy do meczu dojdzie, gdy w związku ze „skróconym występem” Steelers w Poznaniu dodatkowej ochrony i trzymania się kilku osób z dala od murawy – pod groźbą nie wystawienia obsady na ten mecz – zażądali sędziowie. Na szczęście wszystkim stronom udało się dojść do porozumienia i po wizerunkowej porażce sprzed tygodnia, tym razem wygrał futbol.

Wysokie tempo
Dla Hutników miała to być poza tym szczególna okazja, bo tego dnia dołączali do grona zespołów z prawdziwymi futbolowymi bramkami na swoim obiekcie. Fakt, o którym w związku ze wcześniejszymi wydarzeniami zbyt wiele się nie mówiło. Jastrzębie też zresztą nie przyjechały do Zagłębia w zbyt dobrych humorach, bo przecież tydzień wcześniej straciły we Wrocławiu swoją długo budowaną serię 15 spotkań bez porażki (z powodu kontuzji tracąc przy okazji odpoczywającego w kolejnym meczu, Jeremy'ego Dixona). Do meczu w Będzinie podeszły więc z mocnym postanowieniem pewnego rozpoczęcia budowania nowej serii: już od pierwszego gwizdka ruszyły do przodu, w dwóch pierwszych akcjach zdobywając 40 jardów, obu przypadkach dzięki podaniom Ferniego Garzy do Marcina Blumy. To była zapowiedź marnego dnia dla defensywy przeciwko podaniom Steelers. 10 pozostałych jardów do pola punktowego goście zdobywali już nieco dłużej, ale po trzech próbach Gaweł Pilachowski złamał wreszcie opór gospodarzy. Ciekawostka: w linii ofensywnej pomagał mu to zrobić... Terrence Thomas, nominalnie linebacker.

Steelers wyszli na murawę zmotywowani i bez kompleksów. Pierwszej próby co prawda nie zdobyli, ale czasami można ich lubić za ich podejście. Gorzej, że mają też wiele wad. Jedną z nich jest wybór puntera. Aż trudno uwierzyć, że po wyjątkowo kosztownych błędach w kolejnych spotkaniach Sebastian Pyśk nadal zachował swoją posadę. W sobotę jego pierwszy punt również poszybował na dystans... 10 jardów. Seahawks odwdzięczyli się za bardzo szybko, gdy Garza znów postawił na długie, ponad 40-jardowe podanie, a coraz lepszy w tym sezonie Łukasz Płaczek złapał je źle kryty przez obrońcę. Żeby podtrzymać tempo goście spróbowali onside-kicka, ale bez powodzenia. Futbolówka wróciła do nich jednak tak czy inaczej szybko po tym, jak Thomas świetnie wybił ją kaskiem z rąk przygotowującego się do biegu Konrada Starczewskiego. W tym posiadaniu obrona Steelers zmusiła gości aż do trzykrotnej gry w trzecich próbach, ale ci za każdym razem znajdywali sposób, żeby zdobyć jardy. Bez przerwy wykorzystywany (i bardzo skuteczny) był Pilachowski, na zmianę w biegach typu draw i screenach.

„Tu nikt nie potrafi łapać”
Szybkie 21:0 nie zdeprymowało gospodarzy, którzy nadal szukali swojej szansy. Przyszła ona dopiero po kolejnym przyłożeniu Jastrzębi (jeszcze jedna ładnie złapana piłka Płaczka). Zaczęło się od kolejnego nieudanego onside-kicka gości, dzięki czemu Steelers grali od razu z 35 jarda rywali. Dystans pozostały do pola punktowego postanowili przejść od razu w jednej próbie: Travis Taylor zmylił wszystkich, wybiegł w bok i posłał długie podanie do Macieja Ziętka. Ten jednak nie był w stanie utrzymać piłki w rękach. Trener Jason Blasko (z wiadomych względów) oglądający mecz z trybun, grzmiał po tej akcji: „Po co nam zagraniczny rozgrywający, jeśli tutaj nikt nie potrafi złapać piłki?! Przecież podał prosto w jego ręce, to było świetne podanie!”. Co najgorsze, Blasko i fani Steelers musieli podobne rozczarowanie przeżywać jeszcze dwa razy z rzędu. W trzeciej próbie Ziętek mógł się zrehabilitować, bo kryjący go Terrence Thomas upadł (przy małej pomocy skrzydłowego) na murawę, ale gracz gospodarzy nie potrafił opanować piłki i tylko odbił ją klatką piersiową. Przez te akcje nic z tego posiadania nie wyszło.

Moment chwały
Jak to powinno wyglądać zaprezentował za to moment później Garza, który raz machnął ręką dla zmyłki, a chwilę później posłał jeszcze jedno podanie do Blumy, który znalazł się za plecami obrońców i spokojnie dobiegł do końca boiska. Wynik 0:35 był więc tym, przy którym oba zespoły schodziły do szatni na przerwę. Po powrocie na murawę, swój moment chwały mieli wreszcie Hutnicy. Ciężko na niego pracowali choć zaczęło się od dużego zysku jardowego po świetnej zmyłce i podaniu Taylora do niekrytego Piotra Żero. Dalej było już trudniej i gdy w czwartej próbie długie zagranie quarterbacka gospodarzy nie znalazło swojego adresata, wydawało się, że to koniec serii. Sędziowie dopatrzyli się jednak pass intereference Kuby Muraszko, który co prawda pchnął receivera, ale to nie miałoby chyba już wpływu na złapanie tego (zbyt długiego) podania. Efekt był tak czy inaczej taki, że Steelers znaleźli się o parę jardów od celu.

Kolejną pierwszą próbę znów zdobyli na raty, ale znaleźli się po niej w sytuacji 1st and goal. Cztery potrzebne jardy rozłożyli na trzy z rzędu biegi ich rozgrywającego środkiem. Gdy po ostatnim Taylor i jego liniowi runęli wreszcie w pole punktowe, aż miło było patrzeć na ich radość i ile ta kosmetyczna korekta wyniku dla nich znaczyła. Szkoda, że Steelers czasami wykorzystują tę pasję, której na pewno w nich nie brakuje w nieco niewłaściwe sposoby. Między tymi dwoma zespołami jest co prawda różnica klas, ale gospodarze pokazali, że nie przeszkadzało im to w próbowaniu zrobić wszystkiego co możliwe, żeby wyrwać coś dla siebie. Po poznańskiej wpadce, która pewnie jeszcze będzie się za nimi ciągnąć, pokazali, że grając z odpowiednim podejściem (i do końca...), są dającym się lubić zespołem. Seahawks pokazali z kolei profesjonalizm, dokładność egzekucji zagrywek i praktycznie brak błędów (jeden fumble). Zagrali jak na Mistrza przystało.


Zagłębie Steelers Interpromex - Seahawks Gdynia 7:42 (0:13, 0:22, 7:0, 0:7)

I kwarta
0:7 przyłożenie Gawła Pilachowskiego po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)
0:13 przyłożenie Łukasza Płaczka po 36-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy

II kwarta
0:20 przyłożenie Gawła Pilachowskiego po 6-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)
0:27 przyłożenie Łukasza Płaczka po 18-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)
0:35 przyłożenie Marcina Blumy po 49-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy (podwyższenie za dwa punkty Paweł Fabich po podaniu Ferni’ego Garzy)

III kwarta
7:35 przyłożenie Travisa Taylora po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Sebastian Pyśk)

IV kwarta
7:42 przyłożenie Pawła Fabicha po 49-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)


Mecz obejrzało 200 widzów.

MVP meczu: Łukasz Płaczek (skrzydłowy Seahawks Gdynia)

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
22% do 78% (94 głosów)

TABELA

Grupa Północna

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 8/2 224 16
2. Eagles 10 7/3 235 14
3. Kozły 10 4/6 -32 8
4. Spartans 10 0/10 -513 0

Grupa Południowa

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Devils 10 9/1 267 18
2. Giants 10 8/2 360 16
3. Rebels 10 2/8 -251 4
4. Steelers 10 2/8 -290 4

Sonda

Która drużyna zajmie ostatnie miejsce premiowane awansem do play-offs?