Z ostatniej chwili:

CENTRUM MECZOWE 5 maj, 2013 16:00

Steelers
Będzin
20
7 I 9
7 II 7
6 III 0
0 IV 0
- OT -
16
Rebels
Katowice
rozwiń ͮ
 

Sąsiedzi

Opublikowano dnia: 8 maj 2013 | Komentarze: 0

Steelers i Rebels w jednym stali województwie. Jeden od zawsze wadził drugiemu więc gdy wreszcie spotkali się na boisku, najdziksze działy się swawole.

Jak to z sąsiadami zza miedzy bywa, od pokoleń uczą nas choćby najbardziej klasyczne z polskich komedii. Po niedzieli wiadomo natomiast, że jeszcze kilka takich derbowych pojedynków i żaden reżyser zainteresowany ekranizacją stosunków śląsko-zagłębiowskiego nie pominie futbolowego aspektu tego sąsiedztwa.

Jak Artur na boisku
Po kilku deszczowych dniach, tuż przed niedzielą, na niebie po obu stronach rzeki Brynicy zagościło słońce. Tłumy wyszły więc na spacery, których bardzo popularna trasa wiedzie w Sosnowcu tuż obok Stadionu Ludowego. Sądząc po reakcjach zainteresowanych spacerowiczów („Amerykański? A co to, Ameryka przyjechała?”), wielu z nich nie miało jeszcze oczywiście żadnego pojęcia o istnieniu futbolu w Polsce, ale zaciekawieni postanowili zajrzeć do środka. To pokazuje jak wielki potencjał ciągle drzemie w samym sercu tego regionu i jak organizowanie spotkań na znanych obiektach szybko zwiększa świadomość Polaków, a co za tym idzie ilość sprzedanych biletów (taką taktykę stosują też Rebels, organizując swoje mecze przy Stadionie Śląskim).

Na stadion piłkarskiego Zagłębia Sosnowiec w ten dzień nie przyciągał zresztą tylko mecz, ale też masa innych przygotowanych atrakcji. Wystawa amerykańskich motocykli i samochodów, mini „karuzele”, czy stoisko dla fanów militariów pozwalały miło spędzić czas przed początkiem wrażeń sportowych. Sporo tych ostatnich dostarczył zresztą jeszcze przed pierwszym wykopem  crossfitowy pojedynek pań. Na drugim miejscu uplasowała się w nim Ela Loncierz, żona cornerbacka Rebels, którą głośnym „dajesz Ela! Jak Artur na boisku, do samego końca!” w trudnych chwilach zagrzewała do dalszej walki Olga Faszczewska Szymuś, managerka Rebeliantów. Sam Pan Loncierz nie mógł uczestniczyć w kibicowaniu, bo kończył właśnie rozgrzewkę z resztą zespołu na boisku bocznym. Kickoff zbliżał się wielkimi krokami.

Głodny i głodniejszy
Hałas, który podniósł się przy wyjściu na boisko obu ekip robił wrażenie. Pokazywał jak głodna tego widowiska jest publiczność. Głodni byli też zawodnicy: Steelers, bo nigdy jeszcze nie wygrali z Rebels i Rebels, bo nie wygrali jeszcze z nikim w tym sezonie. Pierwsi mogli coś ze swoim głodem zrobić Rebelianci, ale chyba zbyt się pospieszyli, bo ich pierwsza akcja ofensywna zakończyła się już na zgubieniu piłki przy snapie. Futbolówkę odzyskali Hutnicy i – dopiero w trzeciej próbie, ale jednak – dzięki lekkiemu podaniu Travisa Taylora do Konrada Starczewskiego, objęli prowadzenie.

Goście ze Śląska zareagowali na tę stratę zaskakująco dobrze, pokazując, że pierwsza seria była tylko wypadkiem w pracy, a teraz czas zapracować na to, po co tutaj. Po dobrym returnie Artura Loncierza, Rebels zaczynali z prawie z połowy boiska. Biegi każdego z trójki Sebastian Pytel, Michał Janusz czy Tomasz Grabas (ex-Gliwice Lions) wchodziły w obronę gospodarzy jak w masło, co pomogło przenieść im swój zespół do czerwonej strefy. Wszystko układało się dobrze aż do momentu flagi za holding. To podbudowało Steelers, którzy nie oddali w trzech próbach ani jarda więcej; w ostatniej z nich świetnie długie podanie zbił Mateusz Kamiński i wydawało się, że Hutnicy wybronili sytuację, ale na murawie leżała żółta flaga. Ktoś za późno uderzył rozgrywającego dzięki czemu Rebels zamiast sytuacji 4th and 20, dostali pierwszą próbę. Odwdzięczyli się przekuwając ją na przyłożenie Pawła Szepiszczaka po podaniu Michała Kołka.

Powrót wrocławskich demonów
Po utracie punktów Steelers zdobyli jedną próbę, ale do kolejnej brakowało im jarda. Spróbowali nawet skutecznego biegu rozgrywającego, ale za wcześnie. Flaga za falstart zmieniła ich plany i zmusiło do odkopnięcia. Teoretycznie nic trudnego, ale w futbolu bardzo ważnego i na tym poziomie bardzo potrzebnego. Zresztą, sami zawodnicy z Będzina musieli zdawać sobie z tego doskonale sprawę, bo przecież dwa błędy przy puntach kosztowały ich już w tym sezonie bardzo szybką kapitulację przeciwko Devils Wrocław.

Czy wyciągnęli z nich wnioski? Może, ale klątwa puntera Sebastiana Pyśka (dająca się tłumaczyć też brakiem podstawowego long snapera) trwała nadal: jego próbę odkopnięcia zablokowali Rebels i gdyby nie Marcel Kramarczyk, dopadliby do piłki i od razu zdobyli przyłożenie.  - On ma kawał nogi, ale jak wchodzi na boisko, to się spala. To wszystko w głowie siedzi – mówili na trybunach o Pyśku byli zawodnicy Zagłębia. Ich zespół zamiast oddalić zagrożenie, podarowali rywalom dobre 35 jardów. Goście grali z 14 jarda, ale przez następny holding (anulujący 9-jardową szarżę ciągle świetnego Tomasza Grabasa) i chwilę później sack Mateusza Sobali, musieli zadowolić się kopnięciem z pola. W takim meczu dobre i to, bierze się, co się da.

Czeski cud
Po trzech punktach dla Rebels, Steelers odpowiedzieli akcją podaniową od razu po rozpoczęciu: Taylor posłał długą piłkę do Mariusza Ostapowicza, a ten mimo asysty obrońców złapał ją prawie 50 jardów dalej. Trybuny szalały, a emocji tylko przybywało, bo goście wybronili pierwsze trzy próby (z tego powodu szalała raczej głównie prawa część trybun i mniejsza, uzbrojona w bębny, lepiej zorganizowana grupka fanów Rebels). Gospodarze postanowili próbować szczęścia w próbie czwartej. Ich rozgrywający długo tańczył z piłką, unikając rywali, wreszcie zagrał podanie, które jak po sznurku zmierzało do rąk jego skrzydłowego, ale w dosłownie ostatniej chwili, pięknym rzutem futbolówkę zbił Loncierz.

Atak Rebels wrócił na murawę i znów zdobył trochę jardów, ale ostatecznie musiał puntować. Goście nie mieli z tym kłopotu, ale za to sporo kłopotów mógł narobić swoim kolegom Ostapowicz, który złapał punt na pierwszym jardzie i próbował wyczarować dobrą akcję powrotną. Skończyło się na 7 jardach zysku, co z kolei wymusiło na Steelers maksymalnie konserwatywny dobór zagrywek i po trzech biegach oznaczało kolejny punt. Trener Jason Blasko postanowił najwidoczniej dać swojemu punterowi ostatnią szansę. Niepotrzebnie. Piłka, owszem, poszybowała bardzo wysoko, ale to w żaden sposób nie przełożyło się na dystans. Rebels znów za darmo grali z okolic 20 jarda gospodarzy. Wtedy zdarzył się boiskowy cud. Czeski cud, zupełnie odwracający losy tego spotkania. Cornerback Ondra Chvojka (który miał już jeden przechwyt zamieniony na przyłożenie przeciwko Spartans) nie tylko spokojnie przechwycił podanie Kołka, ale jeszcze przed złapaniem piłki myślał już chyba którędy popędzi w drugą stronę i kogo pośle do blokowania. Steelers odsuwali mu z drogi kolejne przeszkody, a Chvojka zdobywał kolejne jardy do melodii okrzyków szaleńczo wiwatującej publiczności. I tak aż do pola punktowego.

Wojna okopowa
Pierwsza połowa miała naprawdę zawrotne tempo. Po jednej szalonej akcji widzowie oglądali następną. Tak było od razu po przyłożeniu Chvojki, gdy po wykopie Zbigniew Szrejber przebiegł z piłką większość boiska. Rebels znów musieli przejść tylko 30 jardów, ale tym razem na wszelki wypadek postawili na biegi. Futbolówkę niósł kilka razy z rzędu Grabas, który zdobył 99% potrzebnych jardów. Ostatnie trzy dodał sam Kołek i to zespół z Katowic schodził do szatni minimalnie prowadząc po dwóch bardzo dziwnych, ale też emocjonujących kwartach futbolu.

W przerwie oba zespoły złapały drugi oddech i przede wszystkim się uspokoiły. Jeśli pierwsza część przypominała wojnę błyskawiczną, to w trzeciej i czwartej kwarcie przeszliśmy do okopów. Pod oblężeniem znalazła się najpierw połowa Rebels, na którą świetną akcją powrotną wprowadził Hutników 20-letni Konrad Partyka. Gospodarze nie ugrali prawie nic i oddali piłkę gościom. Ci również nie byli w stanie zdobywać jardów, bo świetnie grająca linia defensywna nie pozwalała im już na akcje biegowe. Kolejna szybka zmiana posiadania, ale dobra akcja powrotna Ostapowicza sprawia, że piłka nie opuszcza nawet połowy Rebels. Granicą nie do sforsowania - mimo wielkich wysiłków Taylora w czwartej próbie - okazuje się dla Steelers jednak ponownie 30 jard. Ich fani nie musieli martwić się zbyt długo, bo na ratunek przybył drugi raz w tym meczu czeski zbawca, Ondra Chvojka. Goście rozochocili się na początku serii dobrym podaniem na 10 jardów zysku, ale już w kolejnej próbie, na własnym 30 jardzie, pożałowali, że nie zostali przy ataku biegowym: Chvojka przechwycił drugie podanie Kołka i po krótszym biegu niż wcześniej, ale znacznie większej ilości konieczne wyrywania się rywalom, wskoczył w pole punktowe. Steelers prowadzili 20:16.

Po wznowieniu gry Rebels musieli zaczynać ze swojego przedpola, ale konsekwentnie przesuwali się do przodu. Pomagały biegi Janusza, Grabasa i wreszcie udane długie podanie do Szrejbera. Seria skończyła się jednak na 30 jardzie Hutników przez jeszcze jeden rzut Kołka, który trochę na siłę i za szybko próbował przenieść futbolówkę w pole punktowe. Ze złapaniem jej i zaliczeniem trzeciego przechwytu dnia dla gospodarzy, nie miał kłopotów Mateusz Kamiński. W tym momencie zakończyła się też trzecia kwarta. Napięcie rosło. Wydawało się, że piłka wróci do Rebeliantów od razu, gdy Robert Płonka zbił podanie Taylora w trzeciej próbie, ale cornerback gości niepotrzebnie okazywał radość tuż nad leżącym jeszcze przeciwnikiem. Ta flaga za niesportowe zachowanie przesunęło Steelers trochę do przodu, ale chwilę później i tak musieli puntować. Zajmował się tym już pewniejszy Ostapowicz więc piłka doleciała przynajmniej do okolic połowy, ale przez faul po akcji i tak wróciła 15 jardów w drugą stronę. Rebels mieli zacząć swoje oblężenie w świetnej pozycji, na 25 jardzie rywala.

Warownia Będzin
Zamek Królewski w Będzinie, to jeden z symboli tego miasta. Zanim powstał, w tym miejscu nad Czarną Przemszą swój początek miała osada, z która później przemieniła się w gród o ważnym, obronnym charakterze. Można więc założyć, że bronienie swojego terytorium będzinianie mają we krwi. W niedzielę dali nam sporo powodów, żeby tak myśleć. Wyczynem wydawało się już wybronienie czwartej próby na własnym 6 jardzie (dla fanów gości, to było bardzo długie kilkanaście sekund przed ogłoszeniem, która ze stron sprowokowała sędziego do rzucenia po tej akcji flagi – na szczęście miejscowych, okazało się, że kary się znosiły), to był jednak dopiero początek prawdziwego bronienia.

Odzyskawszy piłkę Steelers wiedzieli, że do końca nie zostało już wiele czasu więc postawili wszystko na jedną kartę. Czwarta próba i jard do przejścia na własnym 13 jardzie? Zaryzykowali i to się opłaciło. Chwilę później, gdy po trzech akcjach nie mieli właściwie żadnej zdobyczy jardowej nie mieli już jednak wyboru. Musieli puntować. Wcześniej to brzmiałoby jak wyrok i przepowiednia katastrofy, ale nowy punter, Mariusz Ostapowicz, radził sobie przecież dotąd bardzo dobrze. Jak się jednak okazało moment później, jego też dopadła klątwa i to na takim etapie meczu. Jego punt świetnie zablokował Jakub Grabas i na dodatek zdołał utrzymać piłkę w rękach! Ostapowicz wykorzystał chyba całą resztkę swoich zasobów energii, żeby tylko nie wpuścić Rebelianta w pole punktowe. Ostatecznie zdołał powalić przeciwnika... na 90 centymetrów (1 jard) przed tą linią.

Nikt w tamtym momencie nie dostrzegał raczej jak ta akcja ratunkowa po błędzie była ważna. Ważniejsze było oddanie piłki Rebels na 1 jardzie z może 2 minutami na zegarze. To musiało przecież oznaczać tylko jedno, zwycięstwo gości. Później stało się jednak coś trudnego do opisania. Coś, w co trudno uwierzyć, że wydarzyło się naprawdę. Warownia Będzin (przeniesiona na moment do Sosnowca) nie pozwoliła zdobyć swoich bram, mimo że pukano do nich mocno czterema biegami z rzędu. Ile to zwycięstwo znaczyło dla gospodarzy było widać po końcowym gwizdku. Euforia po wygraniu w tak dramatycznych okolicznościach, to jednak jedno, a trzeźwa ocena własnej gry (skrajny jej przykład przedstawia niżej Jason Blasko), to coś zupełnie innego: wystarczy przecież pomyśleć, że Rebels dwukrotnie w czwartych próbach postawiliby na łatwe kopnięcia z pola... Mimo że świetnie zorganizowane derby Województwa Śląskiego okazały się więc największym futbolowym wydarzeniem w historii tego regionu, to nie były one pokazem siły tych dwóch drużyn. Reprezentanci Śląska i Zagłębia tak czy inaczej stworzyli jednak widowisko, które na długo pozostanie w pamięci wszystkich 1700 obecnych na nim osób. Jeśli derbowe pojedynki Steelers i Rebels staną się kiedyś jednocześnie meczami na szczycie Topligi, to naprawdę nie można chcieć niczego lepszego dla rozwoju futbolu w tej części Polski.


Bardzo zły
Z Jasonem Blasko, trenerem głównym Zagłębie Steelers Interpromex, rozmawia Adrian Fulneczek.

Jak się Pan czuje po takiej wygranej?
Wiesz... nie jestem aż tak zadowolony, bo moja ofensywa zaliczyła fatalny występ, a defensywa na szczęście poprawiła się w drugiej połowie. Problem w tym, że nie trenujemy wystarczająco. Nasze treningi właściwie nie istnieją. Ta drużyna potrzebuje ich znacznie więcej, bo grą mojej ofensywy była fatalna. Nie jestem pewny, czy powinni aż tak świętować po meczu, w którym wygraliśmy 4 punktami, a defensywa zdobyła 14 z 20 punktów.

Cóż, Steelers czekali na pierwszą wygraną nad Rebels parę lat, można im chyba wybaczyć radość nawet po takiej wygranej?
Jestem naprawdę zły, bo spędzałem sporo czasu z moją linią ofensywną, ale póki co, to po prostu nie działa. Zwycięstwo jest fajne, ale jest wiele rzeczy do zrobienia.

Mimo tego i tak zdecydował się Pan zagrać o jeden jard w czwartej próbie, na własnym 10 jardzie, w samej końcówce spotkania. Czyli bardziej od wiary we własną linię ofensywną było to podyktowane strachem przed...
Własnym punterem, tak! Wypadł mi mój long snaper więc musiałem polegać na kimś innym i przez to nawet odkopnięcie piłki było wielkim ryzykiem. Musieliśmy się zastanowić, co jest bardziej ryzykowne: puntować czy grać w czwartej próbie. Ja bardziej bałem się puntu i utraty przyłożenia przez niego!

Chwilę później, kiedy już zdecydowaliście się puntować, prawie zapłaciliście za to przyłożeniem.
Dokładnie: fatalne odkopywanie, fatalny snaping piłki. Nie jestem usatysfakcjonowany i taką wiadomość chciałbym przesłać.

Co czuł Pan, kiedy Rebels odzyskali po tym puncie piłkę na Waszym 1 jardzie?
Właśnie za to wszystkie gratulacje za ten mecz należą się defensywie. To był klasyczny goal-line stand. W pierwszej połowie nasza obrona oddawała co prawda za dużo jardów po ich akcjach biegowych, ale zmieniliśmy kilka rzeczy i udało się ich zatrzymać w drugiej części meczu. Chciałbym jednak przy okazji pogratulować też Rebels, bo mimo że nie mają (zagranicznego) trenera, ani importowanych zawodników, to są silnym zespołem, który sporo zyskałby z zatrudnienia szkoleniowca. Ale to mocna ekipa, której miejsce zdecydowanie jest w Toplidze. Postawili nam poprzeczkę naprawdę bardzo wysoko.

Co z rzeczami, na które Pan narzekał, m.in. za mało treningów. To się zmieni?
To trudne, bo mam etat nie w Warszawie, ale Wrocławiu więc mogę przyjeżdżać tutaj tylko na weekendy. Musimy znaleźć rozwiązanie, bo muszę tutaj być, żeby móc trenować ten zespół 3 razy w tygodniu. Każdy inny zespół ma 300% treningów więcej niż my. To proste: nie trenujesz, nie będziesz miał dobrego produktu końcowego. Musimy razem z prezesem klubu znaleźć jakieś rozwiązanie tej sytuacji...


Szacunek dla kibiców
Z Jakubem Grabasem, linebackerem AZS Silesia Rebels, rozmawia Adrian Fulneczek.

Sądząc po tych leżących na murawie graczach Waszego zespołu, taka porażka musiała boleć. Bolała podwójnie z powodu rywala z sąsiedztwa?
Cóż, w tym momencie jest smutno. Tak naprawdę nieważne z kim się przegrywa, czy są to Giants, czy te drużyny z - jak to się mówi - Topligi B. Steelers zawsze byli drużyną zza miedzy i przecież Szymon Widera był kiedyś naszym managerem. Zawsze więc z nimi rywalizowaliśmy i są więc pewne zatarczki, ale nie jest tak najgorzej. Na pewno nie prowadzimy świętej wojny, to raczej pomysł z mediów.

Kiedy zablokowałeś ten punt w samej końcówce byliście w idealnej sytuacji, żeby wywieźć stąd zwycięstwo...
Byliśmy w sytuacji idealnej, ale defensywa Steelers też zrobiła świetną robotę. Nasz atak mógł więcej pokombinować, ale ich dwa wcześniejsze touchdowny po przechwytach też wpływają na psychikę i nie zachęcają do wybierania akcji podaniowych.

Cóż, ich defensywa zdobyła 2 z ich 3 przyłożeń.
Tak, ale warto też zauważyć, że ich atak nie popełnił tak kosztownych błędów jak nasz: amerykański quarterback czuje się znacznie lepiej. Nie przechwyciliśmy ani jednej piłki, zaliczyliśmy może jedno, dwa zbicia. Zagraniczny rozgrywający zawsze rzuci tą piłkę bezpiecznie, kiedy trzeba, pobiegnie. Nam ciągle troszkę brakuje do tego poziomu.

W kolejnym meczu Spartans – wreszcie szansa na pierwszą wygraną?
Zobaczymy, do żadnego meczu nie można podchodzić jak do pewnych punktów. Gramy u siebie, mamy atut własnego boiska, może wreszcie nam się uda z pomocą naszych kibiców.

A właśnie, słyszeliście dzisiaj ich doping?
Tak i to bardzo wyraźnie. Nasi kibice są... ech, czasami dziwię się, że chcą jeszcze przychodzić i nas dopingować. Mam dla nich wielki szacunek za to, że cały czas są z nami, mimo że nam nie idzie...


Zagłębie Steelers Interpromex - AZS Silesia Rebels 20:16 (7:9, 7:7 , 6:0, 0:0)

I kwarta
7:0 przyłożenie Konrada Starczewskiego po 6-jardowej akcji po podaniu Travisa Taylora (podwyższenie za jeden punkt Sebastian Pyśk)
7:6 przyłożenie Pawła Szepiszczaka po 8-jardowej akcji po podaniu Michała Kołka
7:9  udane 33-jardowe kopnięcie z pola Zbigniewa Szrejbera

II kwarta
14:9 przyłożenie Ondry Chvojki po 80-jardowej akcji powrotnej po przechwyceniu podania rozgrywającego Rebels (podwyższenie za jeden punkt Sebastian Pyśk)
14:16 przyłożenie Michała Kołka po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Zbigniew Szrejber)

III kwarta
20:16 przyłożenie Ondry Chvojki po 35-jardowej akcji powrotnej po przechwycie podania rozgrywającego Rebels


Mecz obejrzało 1650 widzów.

MVP meczu:  Ondra Chvojka (cornerback Steelers)

 

Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
46% do 54% (124 głosów)

TABELA

Grupa Północna

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 8/2 224 16
2. Eagles 10 7/3 235 14
3. Kozły 10 4/6 -32 8
4. Spartans 10 0/10 -513 0

Grupa Południowa

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Devils 10 9/1 267 18
2. Giants 10 8/2 360 16
3. Rebels 10 2/8 -251 4
4. Steelers 10 2/8 -290 4

Sonda

Która drużyna zajmie ostatnie miejsce premiowane awansem do play-offs?