Z ostatniej chwili:

CENTRUM MECZOWE 7 kwi, 2013 14:00

Spartans
Warszawa
0
0 I 6
0 II 8
0 III 0
0 IV 14
- OT -
28
Steelers
Będzin
rozwiń ͮ
 

Zemsta Hutników

Opublikowano dnia: 10 kwi 2013 | Komentarze: 0

Przegranie w najważniejszym meczu sezonu z zespołem, z którym dotąd wygrywałeś, od którego czułeś się lepszym, to bardzo nieprzyjemne uczucie. Naprawić to przy kolejnym spotkaniu możesz tylko w jeden sposób: pokonując tę ekipę bardziej zdecydowanie. Tak jak Hutnicy Spartan.

Zagłębie Steelers Interpromex i Warsaw Spartans spotykali się przed tą niedzielą trzykrotnie. Ci pierwsi byli górą dwukrotnie, wygrywając 43:13 w 2008 roku i 27:7 sezon później. W kolejnym pojedynku, na który obie strony musiały czekać aż do lipca 2012, zwyciężyli Spartans. I to w jakim stylu: 17:0 w półfinale PLFA I, eliminując w ten sposób zespół z Będzina z rozgrywek. Bolesny cios, po którym Steelers nie mogli doczekać się rewanżu. Długo na niego czekać nie musieli, bo los sprezentował im wyjazd do Warszawy już w drugiej kolejce ich Topligowego kalendarza.

Powitanie Travisa
Na ciągle otoczonym ponad metrowymi wałami śniegu boisku przy Obrońców Tobruku, w niedzielę 7 kwietnia 2013, kickoff otwierający mecz dwóch beniaminków odbierali gospodarze. Od początku jardów w każdym biegu dostarczał Artur Makara, co pozwoliło, grającym praktycznie no huddle offense Spartans szybko zbliżyć się do połowy boiska. Tam jednak zaczęły się problemy: krótki bieg zaliczył Marcin Szczepański, a rozgrywający J Lund raz podał niecelnie, a jego kolejną próbą zbił przy line of scrimmage Jacek Sikora. Stołeczni potrzebowali 10 jardów, ale mimo to zdecydowali się grać w czwartej próbie. I pewnie zdobyliby potrzebny dystans, gdyby niekryty Tomasz Ochnio po złapaniu podania od swojego rozgrywającego utrzymał równowagę nieco dłużej. W związku z tym, że to mu się nie udało, futbolówkę przejęli Steelers, dla których miała to być pierwsza w tym roku seria ofensywna. Po kilku akcjach można było pomyśleć, że odwołany w zeszłym tygodniu mecz z Devils wyszedł im na dobre.

Zaczęli dwoma silnymi biegami, ale w kolejnej akcji, gdy sprawy w swoje ręce po raz pierwszy wziął (zapowiadany przez gości na przyszłą gwiazdę ligi) quarterback Travis Taylor, skończyło się to... prawie 10 jardową stratą, bo Amerykanin musiał poddać się naciskowi dwóch obrońców. Próbował to nadrobić w kolejnej akcji, pokazując, że ma bardzo silne ramię – może nawet zbyt silne, bo piłka spadła za daleko, żeby Mariusz Ostapowicz miał szansę ją złapać. Lepiej Taylorowi poszło w kolejnej próbie, gdy jego podanie miało dać zespołowi blisko 20 jardów, ale akcję i tak cofnęły znoszące się flagi. Steelers po raz trzeci z rzędu podeszli więc do trzeciej próby, tym razem akcją biegową Konrada Starczewskiego. Była dobra, ale Hutnicy nadal potrzebowali 10 jardów. Byli już na połowie rywala, więc mogli zaryzykować: piłkę zatrzymał w rękach Taylor i popędził do przodu, przebijając się na końcu między dwoma próbującymi powalić go Spartanami. To była akcja z serii tych, po których kibice przeciwnika przecierają oczy. Dzięki dynamice i szybkości, której nie powstydziłby się np. Ty Landrum, Taylor zdobył dokładnie potrzebną ilość jardów i wreszcie należycie przywitał się z Topligą.

Najdłuższa seria
W ten mało prawdopodobny sposób Steelers przedłużyli swoją serię. Żeby zdobyć kolejną pierwszą próbę potrzebowali tym razem trzech podejść i dopiero w tej ostatniej Starczewski (po chwili żonglowania) złapał kluczowe podanie swojego rozgrywającego. Wcześniej posłaną w pole punktowe piłkę złapał, co prawda, Ostapowicz, ale był już jedną nogą za boiskiem więc o przyłożeniu nie mogło być oczywiście mowy. Hutnicy byli już w czerwonej strefie Spartans i tutaj postawili na biegi: ten najważniejszy, znowu w trzeciej próbie i znowu po kilku niesamowitych ruchach, wziął na własne barki Taylor. Do zdobycia zostały tylko cztery jardy, ale goście stracili kilka, gdy w drugiej próbie rozgrywający padł za linią wznowienia akcji powalony przez Macieja Walendzika. Amerykanin chwilę później odrobił jednak część strat, ale przed jego drużyną i tak była jeszcze kolejna kluczowa czwarta próba na drugim jardzie gospodarzy. Trener Jason Blasko postawił na siłowe rozwiązane i się nie zawiódł – Starczewski przeniósł piłkę w pole punktowe i dał swojemu zespołowi prowadzenie. Nie licząc wszystkich powtórzeń z powodu flag itd., ta seria Steelers składała się z aż... 16 akcji. To na pewno gdzieś w historycznej czołówce najdłuższych serii PLFA.

Po tym wyczekiwaniu Spartans wrócili wreszcie na murawę, ale w ataku nie pograli zbyt długo. Dominik Goc przewrócił biegnącego z piłką Szczepańskiego na siedem jardów straty w trzeciej próbie i gospodarze musieli puntować. Atakowi Steelers powrót na boisko wcale nie przeszkadzał: nie do zatrzymania byli running back Starczewski i Taylor, który będąc pod presją potrafił szybko zmienić swój zamysł z podania na samotny bieg, zdobywając w ten sposób sporo jardów. Rozgrywający wykazywał się opanowaniem, gdy goście ponownie próbowali szczęścia w czwartej próbie, a on pod sporą presją posłał idealną i łatwą do złapania piłkę do Piotra Żero. Zysk ponad 23 jardów i automatyczne przeniesienie gry do czerwonej strefy gospodarzy. To pachniało kolejnymi punktami aż do momentu, gdy Marcin Michalczewski zgubił piłkę przy handoffie zaś toczącą się przed nim futbolówkę na własnym 10. jardzie odzyskali Spartans.

Najkrótsza seria
To był moment, w którym gospodarze mogli odwrócić losy tego spotkania. Zamiast jednak odzyskać trochę pewności siebie, całkowicie podcięli sobie skrzydła. J Lund nie opanował  pierwszego snapu po wejściu na boisko i futbolówkę ponownie mieli w swoich rękach Steelers. Aż trudno opisać wyraz twarzy graczy obrony Spartans, którzy w kółeczku przy linii bocznej przez tę chwilę nie obserwowali spotkania, bo rozmawiali ze swoim koordynatorem. Nie do końca byli chyba w stanie uwierzyć, że klepiący ich w plecy koledzy mówią poważnie o konieczności powrotu na murawę... Hutnicy po raz drugi już błędu nie popełnili i po kilku próbach zdobyli brakujące jardy, podwajając swoje prowadzenie. Znów nie wyszło im co prawda kopnięcie za jeden punkt, ale „nie wyszło” najlepiej jak mogło, bo odbitą piłkę złapał zdobywca już dwóch przyłożeń, Starczewski, dając swojemu zespołowi dwa punkty zamiast jednego.

To najlepszy dowód na to, że wszystko układało się po myśli Steelers, a taką passę niełatwo przełamać. Spartans zaczęli nieźle kolejnym dobrym biegem Makary, ale i tak nie byli w stanie zdobyć pierwszej próby. Kolejny punt i kolejna seria gości tuż przed końcem połowy. Wyróżniała się w niej głównie doskonale zaprojektowana akcja, w której Starczewski mógł spokojnie złapać podanie Taylora i z blokami przed sobą zdobyć 30 jardów (trener Blasko zdaje się wykonywać tam póki co bardzo dobrą pracę). Gracze z Będzina byli więc już na połowie warszawian, ale z powodu braku timeoutów, nie zdołali przed przerwą podwyższyć prowadzenia.

Passa dobra, passa zła
Po zmianie stron Steelers rozpoczęli dobrą akcją powrotną Ostapowicza, który po jej zakończeniu chciał to zepsuć ewentualną przepychanką z rywalami, ale na szczęście w porę odciągnął go kolega z zespołu Marcel Kramarczyk (popieramy takie zachowania). Spartans wyszli po przerwie zmotywowani i zatrzymali pierwsze trzy ofensywne próby Hutników, ale tym znowu gra w czwartej próbie (i to z siedmioma jardami do zdobycia) wyszła na dobre. Kolejna dobrze zaplanowana akcja podaniowa oznaczała spory i przy tym bezpieczny zysk. To musiało być frustrujące, ale Spartanie nie rezygnowali i w kolejnych trzech akcjach znowu nie pozwolili Steelers zdobyć pierwszej próby. Tym razem dokończyli też dzieła w próbie czwartej, chociaż szczerze mówiąc to bardziej błąd Łukasza Jaworskiego, który nie utrzymał w rękach niezłego podania niż zasługa interwencji obrony.

Gospodarze mogli więc wreszcie atakować i w końcu grali to, co trener Dimos Spiropoulos lubi najbardziej: dużo akcji podaniowych. To był też sposób na mocno nacierających liniowych gości (z Jackiem Sikorą na czele), którzy sprawiali Lundowi wiele problemów. Gdy jednak zaczął stawiać na krótkie i szybkie podania obliczone na kilka jardów zysku, Spartans konsekwentnie przesuwali się do przodu. Jedno z takich podań złapał na połowie boiska Tomasz Ochnio i po dobrej akcji, w której prawie zdołał wyrwać się ostatniemu obrońcy, dodał jeszcze 15 jardów od siebie. Gracze z Warszawy byli już na 27. jardzie rywala, gdy sytuacja zaczęła się dla nich mocno komplikować. Najpierw nieudane zagrania w trzech próbach, a później kara za holding, anulująca doskonałe podanie w próbie czwartej. Gdy doszła do tego jeszcze kara za falstart, Spartans musieli w końcu zdobyć w czwartej próbie prawie 25 jardów, co... prawie by im się udało, ale skrzydłowy Sebastian Koczyk minimalnie nie sięgnął podania Lunda. Zła passa jednych i dobra passa drugich trwała nadal.

Podstępy Chvojki
Po niepowodzeniu w poprzedniej serii, Steelers postanowili postawić na coś bezpiecznego i sprawdzonego. Akcje biegowe. Zaczęli na własnym 39. jardzie, a 10 prób biegowych później skończyli... w polu punktowym gospodarzy! Prosta, ale też genialna w swojej prostocie seria, której niekwestionowaną gwiazdą był Maciej Szczerba, biegnący w niej z piłką w aż 9 (!) ze wspomnianych 10 prób. Po takim pokazie siły mało kto w Spartans wierzył chyba, że jest jeszcze jakaś nadzieja na powrót i odrobienie trzech przyłożeń straty. Niemożliwego miał ewentualnie dokonać nowy rozgrywający, Tomasz Znidericz, który zmienił Lunda. Nie zaczął źle, miał dobre pierwsze podanie, ale drugie było już prawie przechwycone. Chwilę później zrehabilitował się jednak krótkim biegiem i karą, którą jeden z graczy Steelers otrzymał za uderzenie rozgrywającego po jego „wślizgu”. Znidericz wprowadził więc swój zespół na połowę przeciwnika, ale tam 22-latek dał się już łatwo zmylić. Zamysł młodego rozgrywającego doskonale od początku przeczytał corner back Steelers, Ondra Chvojka, który w ostatniej chwili wskoczył przed skrzydłowego i już samotnie popędził z futbolówką po kolejne punkty dla gości. Ta akcja ustaliła wynik na 28:0.

Spartans próbowali co prawda zdobyć honorowe punkty, ale dotarli tylko na 20. jard Steelers (a Znidericz po drodze prawie pomógł zaliczyć Chvojce jeszcze jedno, niemal identyczne interception – co mocno zdenerwowało trenera gospodarzy). Tam niestety dobre podanie upuścił Ochnio i to był koniec nadziei zespołu ze stolicy. Drugi mecz, druga porażka i to tym razem z drużyną, z którą teoretycznie powinni być na zbliżonym poziomie. Fakt, mecz nie ułożył się po myśli Spartans właściwie ani trochę, ale trzeba też przyznać, że Hutnicy zaprezentowali się z najlepszej strony. Nie wiadomo, czy Travis Taylor będzie rzeczywiście najlepszym rozgrywającym ligi, ale na pewno będą mecze, w których to on będzie robił różnicę: jest bardzo atletyczny i gotowy walczyć o jardy po akcjach biegowych, ale też podający bardzo dokładnie i „wygodnie” dla swoich skrzydłowych. Gra biegowa wyglądała w kilku momentach świetnie, a obrona nie pozwoliła sobie wbić ani jednego punktu. Hutnicy lepszej zemsty za ubiegłoroczną porażkę chyba nie mogli sobie wymarzyć.

Zamordyzm
Z Arturem Makarą, runnning backiem Warsaw Spartans, rozmawia Adrian Fulneczek.

Co czułeś po tej porażce?
Ja miałem szczególnie nieprzyjemne odczucia, bo cały zeszły sezon nie grałem, więc jako zawodnik byłem wcześniej przyzwyczajony, że to my cały czas zwyciężamy. To było strasznie druzgocące. Szczególnie, że meczu z Seahawks nie uznałem za aż taką porażkę, ale przeciwko Steelers wypłynęły wszystkie nasze słabości.

To znaczy ...?
Kilka nieporozumień w drużynie. Kiedy się przegrywa dopiero widać, czy zespół rzeczywiście jest jak rodzina, czy wszyscy jesteśmy jak bracia. W niedzielę wypłynęło kilka sprzeczek, poza tym chyba czuliśmy się zbyt pewni siebie przed meczem, zabrakło koncentracji.

Jak podeszli do tej porażki trenerzy?
Trener główny zarządził w drużynie całkowitą mobilizację i coś co nazwał „zamordyzmem”. Oznacza to koniec pobłażania wszystkim: od teraz jeśli kogoś nie ma na treningu, po prostu nie gra. Nie masz czasu na ćwiczenia, bo pracujesz? To na występ w meczu też nie będziesz miał czasu. To przykra rzeczywistość. Z kolei nasz ofensywny koordynator, Dimos Spiropoulos przyznał, że uważa to też za swoją porażkę i będzie wprowadzał sporo zmian w naszej ofensywie.

Więcej podań kosztem biegania?
Gra biegowa wychodziła nam co najmniej przyzwoicie w tym meczu, ale to prawda, że bez podań trudno wygrywać, a nam w całej pierwszej kwarcie udało się jedno podanie. Kiedy one zaczęły działać rzeczywiście trochę ruszyliśmy.

Nie mieliście też zbyt wielu okazji, bo to oni prawie cały czas mieli piłkę w ataku. Tak długie czekanie „na swoją kolej” przy linii bocznej miało na was wpływ?
Bardzo duży. Po pierwsze, nie byliśmy przez to rozgrzani, nie mogliśmy wejść mentalnie w ten mecz. Poza tym, w całej drugiej połowie mieliśmy przez to tylko trzy serie ofensywne. To bardzo mało, bo każdy mały błąd jest w zasadzie już nie do odrobienia.

I po każdym błędzie trzeba wrócić na sideline i marznąć przez następne pół godziny i patrzeć jak oni zdobywają jardy w kolejnej czwartej próbie ...
Trzeba przyznać, że mieli dużo lepiej ustalony od nas time-managment, to oni „trzymali zegar”. Steelers mieli dobrą filozofię, żeby każda akcja była na trzy lub więcej jardów urobku i tak cały mecz. W ten sposób nawet jeśli trochę im brakowało w czwartej próbie, to nie było to wiele. Przy okazji: spory szacunek dla nich, że mieli sprowadzonego z Ameryki rozgrywającego, ale nie wykorzystywali go w pełni, wygrali ten mecz swoimi polskimi graczami.

A co dalej ze Spartans? Zamordyzm?
Bierzemy się do roboty na poważnie. Nie będziemy jednak myśleć przede wszystkim o tym z kim wygramy czy z kim nie. Rozumiemy już, że na opanowanie systemu, które trener Spiropoulos próbuje wprowadzić w naszym ataku, nie wystarczy kilka miesięcy przygotowań i jego pełen potencjał będzie widać dopiero w przyszłym sezonie.

 

Weszliśmy w rytm!
Z Konradem Starczewskim, running backiem Zagłębie Steelers i MVP spotkania, rozmawia Adrian Fulneczek.

Czy jadąc do Warszawy pamiętaliście o zeszłorocznej porażce i chcieliście się za nią zrewanżować?
Każdy z nas ma w pamięci tamten półfinał. Czekaliśmy na okazję do odegrania, ale na szczęście dla nas nadarzyła się całkiem szybko. Mam zresztą nadzieję, że to jeszcze nie koniec naszych rewanżów względem innych zespołów w tym sezonie.

Spodziewaliście, że mecz ułoży się dla Was aż tak dobrze?

Zależało nam głównie na jak najlepszym rozpoczęciu. Już po naszym pierwszym drivie czuliśmy się pewnie, momentum było nasze. Linia ofensywna dobrze weszła w to spotkanie, pozwoliła nam zdobyć solidne jardy i dawała sporo czasu naszemu rozgrywającemu. To właśnie oni, nasi liniowi, są cichymi bohaterami tego starcia.

Dzięki nim Wasza gra biegowa była praktycznie nie do zatrzymania - to będzie najsilniejsza broń w tym sezonie?
Chciałbym żeby nasz zespół był znany właśnie z mocnych, fizycznych biegów, które dla mnie są esencją tego sportu, ale oczywiście staramy się zbalansować naszą ofensywę.

To był też pierwszy mecz z nowym rozgrywającym. Jak układa Ci się współpraca z Travisem Taylorem?
Każdy zawodnik znajduje z nim wspólny język i to zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Nasza współpraca dopiero się zaczyna i wszystko jest na dobrej drodze. No, może poza tym, że jeszcze nie pokonałem go w Maddena, ale pracuję nad tym...

Po takim początku apetyty pewnie mocno się zwiększyły? Jakie nastroje w zespole?
Morale na pewno wzrosło w całej drużynie. To był to nasz pierwszy mecz sezonu, każdy chciał dobrze zacząć i wejść w rytm. Mam nadzieję, że innym bardzo ciężko będzie nas teraz z tego rytmu wybić.

 

Warsaw Spartans - Zagłębie Steelers Interpromex 0:28 (0:6, 0:8, 0:0, 0:14)

I kwarta
0:6 przyłożenie Konrada Starczewskiego po 2-jardowej akcji biegowej

II kwarta
0:14 przyłożenie Konrada Starczewskiego po 4-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Konrad Starczewski po podaniu Travisa Taylora)

IV kwarta
0:21 przyłożenie Macieja Szczerby po 7-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkty Sebastian Pyśk)
0:28 przyłożenie Ondry Chvojki po 63-jardowej akcji powrotnej po przechwycie (podwyższenie za jeden punkty Sebastian Pyśk)

Mecz obejrzało 400 widzów.

MVP meczu: Maciej Szczerba (running back Zagłębie Steelers Interpromex)


Kto jest faworytem?

Przewidywania kibiców
Twoje przewidywania
DUŻA PRZEWAGA DUŻA PRZEWAGA
48% do 52% (210 głosów)

TABELA

Grupa Północna

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Seahawks 10 8/2 224 16
2. Eagles 10 7/3 235 14
3. Kozły 10 4/6 -32 8
4. Spartans 10 0/10 -513 0

Grupa Południowa

p. ZESPÓŁ M Z/P +/- PKT
1. Devils 10 9/1 267 18
2. Giants 10 8/2 360 16
3. Rebels 10 2/8 -251 4
4. Steelers 10 2/8 -290 4

Sonda

Która drużyna zajmie ostatnie miejsce premiowane awansem do play-offs?